Szkolenia

Przypadki - wypadki

Napisane przez  Krzysztof Lebiedziński KDP ?Żaba? Białystok
Dział: Informacje
piątek, 08 maj 2009 06:02

W naszym klubie każdy ma jakąś ksywkę. Mnie zwą ?Pogłębiarka?. Wynika to stąd, że jak rozpoczynałem nurkowanie, to twierdziłem, że interesuje mnie nurkowanie do głębokości, na której w polskich wodach kończy się bujne życie. Czyli gdzieś do 10m.

 Potem było już tylko głębiej , głębiej ... Złośliwi twierdzą, że moja ksywka wzięła się od rycia płetwami po dnie , ale niech im będzie . Od dziecka kochałem rzeki i jeziora . Łowiąc ryby marzyłem i tym by z bliska zobaczyć to ,co się dzieje pod woda. Z różnych względów marzenia swoje zacząłem realizować mając prawie 50 lat.

W klubie , w którym zacząłem nurkowanie i zdobywałem kolejne gwiazdki, moi koledzy dużo młodsi wiekiem, ale za to z dużym stażem nurkowym bardzo dbali o zachowanie podstawowych standardów bezpieczeństwa .Jeżeli ,jakieś zasady nurkowania były naruszane zwracano winowajcy  uwagę ? czasami wprost, a czasami w formie ironicznych uwag.  Zawsze skutecznie.  Dla tego też nie dochodziło do wypadków. Zdarzały się sytuacje awaryjne, w których zawsze dawaliśmy sobie radę . Wiosną 2008 r. w czasie wyprawy do norweskich fiordów ja i mój kolega, z którym stanowiliśmy parę nurkową  byliśmy strofowani za to, że pływamy za daleko od siebie. Po kilkakrotnym zwróceniu uwagi byliśmy jak papużki nierozłączki. Zaowocowało to tym, że pod koniec pobytu, gdy na głębokości 34 m doszło do poważnej sytuacji awaryjnej ,wyszliśmy z tego bez problemu  ,postępując zgodnie z procedurami przewidywanymi dla tego typu stacji. Gdyby  kolega był parę metrów dalej, w najlepszym wypadku skończyłbym w komorze dekompresyjnej.
Dlaczego zdecydowałem się napisać do działu  ?Wypadek?  ? Oczywiście nie  po to by apelować o przestrzeganie podstawowych reguł , lecz po to by opisać kilka sytuacji , których byłem uczestnikiem, a sądzę ,że czytelnicy w oparciu o opis i komentarze specjalistów sami wyciągną wnioski. Koledzy twierdzą, że tym co mi się przytrafiło można by obdzielić kilku nurków ? podobno mam pecha . Osobiście mam do tego bardziej racjonalne podejście. Poza rzeczowym nazwaniem przyczyn tzw. pecha to jeszcze nagłaśniam takie sytuacje aby inni wyciągnęli z nich wnioski. Wiem, że wiele sytuacji awaryjnych lub wręcz wypadkowych , z obawy o ośmieszenie lub podważenie autorytetu,
nigdy nie doczeka się opisania.
 Poza nurkowaniem z kolegami z klubu wielokrotnie wyjeżdżałem na tzw. nurkowe safari  do Egiptu. Najczęściej były to doraźnie  organizowane grupy znajomych, którzy nurkują  dwa razy do roku przy okazji wyjazdów na ciepłe wody. W mojej ocenie poziom przestrzegania podstawowych zasad bezpieczeństwa był żaden. Na takich wyjazdach uchodziłem za osobę wręcz ortodoksyjną.  Sam myślałem, że może ze względu na wiek , a co za tym idzie na mniejsze skłonności do ponoszenia ryzyka i zwiększone poczucie odpowiedzialności ? przesadzam. Czasami odpuszczałem sobie. Ostatnio jednak Kidy sobie odpuściłem podczas skoku z pontonu,  jeden z niedoświadczonych kolegów spadł mi  butlą na głowę . Dla tego też postanowiłem nie odpuszczać na wyjazdach , ale także podzielić się swoimi
doświadczeniami z innymi nurkami.
Nurkowanie coraz bardziej komercjalizuje się . Na stronie PADI czytamy : wg ostatnich badań nurkowanie jest bezpieczniejsze niż tenis i wędkarstwo .Coraz większa liczba klubów , czy centrów nurkowych  organizuje wyjazdy nurkowe. Nic prostszego .Jakiś kontakt z bazą w np. w Egipcie, prowizja od ilości uczestników i lecimy. Coraz niższy poziom wyszkolenia ? liczy się ilość kursantów a  nie jakość wyszkolenia. Coraz wyższa jakość sprzętu , niewątpliwie czyniąca nurkowanie bezpieczniejszym i bardziej dostępnym , nie zastąpi przestrzegania podstawowych zasad bezpieczeństwa . Zasady te, nie mogą być wpojone w trakcie kilkudniowego kursu. Jestem przekonany, że powinno się o nich przypominać zawsze i wszędzie , a każdy przypadek ? wypadek powinien być omawiany z
doświadczonymi nurkami.
Nurkowaniem zaraziłem kilku znajomych i całą moja rodzinę. Czuję się za nich wszystkich odpowiedzialny. Bardzo bym chciał by organizatorzy wszelkich wyjazdów nurkowych zapewnili im maksimum bezpieczeństwa i aby nie spotykały ich przypadki wypadki jak mnie. Niejednokrotnie wystarczy bardzo niewiele - trochę ograniczonego zaufania  w stosunku do nurków , których się nie zna i parę minut więcej na briefingu poświęcone bezpieczeństwu. Z całą pewnością powinny być omówione wszelkie niebezpieczne sytuacje , jakie mogą się zdarzyć.


Przypadek -  wypadek  I

PAMIĘTAŁEM ,ŻE COŚ MAM ZROBIĆ ?.
JA TYLKO DOCISNĄŁEM PASEK??..


Zdarzyło się to kilka lat temu w Egipcie.( październik 2004)   Nasza grupa składała się z nurków zarówno o dużym stażu nurkowania jak i  początkujących , mających  stopień podstawowy i kilkanaście nurkowań po kursie . Wszyscy nurkowaliśmy w Morzu Czerwonym po raz pierwszy. Konfrontowaliśmy swoje marzenia i wyobrażenia z  rzeczywistością. Mieliśmy za sobą parę dni nurkowań w okolicy Sharm El Sheikh. Byliśmy zauroczeni Ras Mohammed, Tiran Island, Shark Bay. Przed nami było to na co wszyscy czekali w niezmiernym podekscytowaniu. Dahab a tam Bells, Blue Hole i Canyon. Nasłuchaliśmy się o tym co niemiara. Szczególnie emocjonalnie podchodzili do tego Ci z najkrótszym doświadczeniem nurkowym. Nurkowanie mamy zacząć od Bells, a następnie płyniemy wzdłuż rafy do Blue Hole, do którego wpływamy górą przez siodełko i na głębokości  kilku metrów wzdłuż  krawędzi Błękitnej Dziury wracamy na brzeg. Proste , prawda ? Nie do końca . Nurkowanie w Bells opisane jest przez tłumaczącego ,słabo znającego  zarówno angielski jak i ?egipski? angielski , jako skok do studni o średnicy około 1,5 m i głębokiej na kilkanaście  metrów. Zrozumieliśmy, że wskakujemy jeden po drugim, mamy bardzo uważać, aby nie spaść komuś na głowę i nie zatkać rury. Dopiero po parunastu metrach wypadamy z rury,  rozpływamy się na boki, następnie płyniemy zgodnie z planem. Podano nam następującą kolejność.  Dwaj nasi najbardziej doświadczeni koledzy, którzy uzgodnili z divemasterem, że przy okazji zrobią sześćdziesiątkę, następnie dive master, ja i reszta grupy. Ubieramy się w pełnym słońcu przy wejściu do herbaciarni. W pełnym rynsztunku  z płetwami w dłoniach maszerujemy w kierunku Bells. Przechodzimy obok tablic poświęconych tym, którzy utonęli w Błękitnej Dziurze. Wyczuwa się duże napięcie. Sam jestem bardzo podekscytowany. Staję nad krawędzią Bells. Tuż przed skokiem przypominam sobie, że coś maiłem zrobić z maską. (Cały czas nurkowałem w kapturze, dzień przed Bells mieliśmy przerwę i pływaliśmy w ABC. W związku z tym dociągnąłem pasek maski, ale po pływaniu nie poluzowałem go do rozmiaru głowy w kapturze, ponadto przez cały pobyt maska i zaparowywała i przeciekała). Stojąc nad ?studnią?, wiedząc , że coś mam zrobić z tą cholerną maską, zrobiłem coś zupełnie przeciwnego do tego co powinienem zrobić. Zamiast poluzować ją to wprost przeciwnie docisnąłem.
 Skok . Chcę się skoncentrować na tym aby spokojnie zanurzać się i nie przegapić miejsca zbiórki. Niestety nie mogę . Zaczynam odczuwać bardzo silny ból w okolicy zatok czołowych. Co do cholery, nie mogę wyrównać ciśnienia?. Przełykam ślinę, bez skutku. Chwytam za nos, jeszcze gorzej, Głowa mi pęka. Zaczynam rozumieć, że problem dotyczy maski. Chwytam za inflator. Spowalniam opadanie, jedna ręką próbuję zerwać maskę. Bezskutecznie. W tym momencie divemaster podpływa do mnie i chwyta za łokieć. Jesteśmy na 34 metrze. Obydwoma rękoma zrywam maskę. W ułamku sekundy wszystko mija. Przepłukuję maskę, dołączam do grupy, spokojnie kontynuujemy nurkowanie.
Na brzegu kolega zwraca uwagę, na to że mam bardzo przekrwione oczy. Po kilku godzinach  moje gałki oczne miały kolor starej suchej wątroby. Kolega doświadczony nurek uspokaja mnie, że to tylko krwiak i nic mi nie grozi. Jego diagnoza potwierdza się . Po kilku tygodniach nie było śladu po kontuzji. Po tym wypadku w Bells nurkowałem kilkukrotnie. W przeciwieństwie do tego co nam opowiadano przed tym fatalnym zanurzeniem, nurkowanie tam może być tzw. bułką z masłem. Studnia  jest dużo szersza, nie jest to rura tylko rzeczywiście dzwony. Obwód jest zamknięty na  bardzo krótkim odcinku. To, co mi się zdarzyło  jest dowodem na to, że należy pamiętać o tym aby w specyficznych nurkowaniach brali udział nurkowie z doświadczeniem adekwatnym do stopnia trudności nurkowania i jak ważna jest rzeczowa informacja o nurkowaniu..

Do tej opowiastki załączam zdjęcie moich gałek ocznych zrobione zaraz po ty zdarzeniu. W związku z tym, że było zrobione z lampą błyskową z bardzo bliskiej odległości , lampa rozświetliła gałkę oczną. W rzeczywistości dla postronnych obserwatorów gałki były krwawymi plamami w oczodołach.

 

 


Przypadek ? wypadek II

KOLEGA WCALE NIE ŻARTOWAŁ
STRES ZŁYM DORADCĄ


Październik 2006 . Safari nurkowe na Morzu Czerwonym. Wrak przy Bluff Point . Na łodzi dwudziestu przesympatycznych facetów. Większość z nich nurkuje raz dwa  razy do roku w ciepłych wodach, kilku 2-3 z uprawnieniami instruktora i kilku napalonych na nurkowanie rekreacyjne. Panuje fajny urlopowy luzik. Powierzchownie  zwraca się uwagę na podstawowe zasady bezpieczeństwa. Mój buddy, rówieśnik i kolega, nurkuje od dawna, ale głównie w ciepłych wodach. Koledzy mówią o nim, że jest indywidualistą, że chodzi (czy raczej pływa) własnymi ścieżkami. No cóż, będąc zdanym na siebie, nie mając większych szans na zmianę postępowania kolegi postanowiłem uważać na niego. W grupie uchodziłem za tego co podchodzi do zasad nurkowania bardzo poważnie. Są wczesne godziny popołudniowe. Piękna pogoda, spokojne morze. Cumujemy na krawędzi rafy nad wrakiem .  Wrak spoczywa na głębokości około 14 m. Zaliczamy bardzo fajne spokojne nurkowanie. Pokazujemy murenie jej odbicie w kawałku lustra ale nie wykazała najmniejszego zainteresowania.
Obiad, odpoczynek, czekamy na nadejście nocy. Planujemy nocne nurkowanie w miejscu, w którym zacumowaliśmy. Obok nas cumuje łódź z grupą niemieckich nurków. Zapadają egipskie ciemności. Odprawa przed nocnym nurkowaniem sprowadza się do pytania o to kto nurkuje i komunikatu, że po ubraniu się wskakujemy do wody, schodzimy do wraku, gdzie się spotykamy i tak jak po południu płyniemy wzdłuż rafy.  Stanowczo oponuję . Na wraku było widać światła latarek nurkujących tam Niemców. Obawiałem się, że będziemy mieli trudności z pozbieraniem się. Ponadto poprosiłem  aby divemastrer połączył w pary tych, których partnerzy nie mieli ochoty na nura. Rad nierad prowadzący nurkowanie przyznał mi rację i wykonał to o co go prosiłem. Skaczemy, w grupie schodzimy  na wrak. A tu niespodzianka. Nie wiadomo skąd pojawił się bardzo silny prąd, który znosi nas w kierunku rufy wraku. Zapomnieliśmy o nocnej penetracji wraku. Przez kilka minut walczyliśmy o to by dopłynąć  do rafy. Myślałem, że pogubię płetwy.
Przy rafie spokój. Płyniemy w zwartej grupie. Obserwuję swego  buddy. Nagle widzę , że zaczyna się bardzo dziwnie zachowywać. Opada i próbuje schwycić divemastera za płetwę, ten w pierwszym odruchu sadząc, że to żarty wykonuje gesty jakby się odpędzał od żartownisia. Dopływam do partnera. Stoimy na dnie na głębokości 15 m (całe szczęście). Pojawia się divemaster. Okazuje się, że  kolega nie może napompować jacketu. W trakcie płynięcia w grupie, wyrwany został z jego kamizelki karbowany przewód inflatora. Pokazałem prowadzącemu że zabieram kolegę na powierzchnię i płyniemy do łodzi. Dostałem O.K. Na moim skrzydle, z automatami w ustach, z dużym zapasem powietrza rozpoczęliśmy powrót na łódź.
Wydawało mi się, że sto metrów, które przepłynęliśmy  po powierzchni trzymając się wzajemnie za D-ringi to pestka. Okazało się, że nie do końca. Kolega był tak wykończony, że ledwie wydostał się na łódź i przez kilka minut dochodził do siebie.  W pierwszej chwili nie potrafił sensownie   odpowiedzieć na pytanie ,jak się powinien zachować w danej sytuacji, gdyby udzielenie mu pomocy przez partnera było niemożliwe, chociażby z tego powodu , że partner płynąłby swoja ścieżką. Tak wykończył go stres ? fizycznie kolega jest bardzo wysportowanym mężczyzną.


Przypadek -  wypadek III


SKOK NA GŁÓWKĘ ? PARTNERA
UWAŻAJ JAK SKACZESZ


Wiosna 2007 to fantastyczna wyprawa na St. Jone?s - rafy na wysokości granicy Egiptu i Sudanu. To samo towarzystwo przesympatycznych  kolegów z poprzednio opisywanego safari. Pływanie z rekinami rafowymi pomiędzy blokami korali. Próba złapania rekina za ogon ? mam na filmie. W ABC pływamy wśród około 200 delfinów w tzw. Delphin House. Jednym słowem bajka. Pod koniec rejsu ktoś puścił CD z kursem PADI Rescue Diver, ktoś inny skomentował: o kurcze, a myśmy  prawie wszystko robili niezgodnie z tym co tam zalecają.   Na szczęście cała wyprawa skończyła się
bez jakichkolwiek problemów.  
We wrześniu 2008 dostałem e-maila z oferta wyjazdu na St. Jone?s z inna grupą, jak domniemywałem równie sympatycznych nurków. Nie zastanawiałem się ani chwili. Na spotkaniu przed wyjazdem dowiedziałem się, że bardzo znaczny procent tych, którzy zapłacili za wyjazd nie spełnia wymogów głównego organizatora safari np. minimum 50 nurkowań. Ale co tam przecież nikt nam  nie każe wracać, a check diving zaliczymy. I tak było. Poranek drugi dzień safari. Pierwsze nurkowanie z pontonu. Briefing, pytanie - kto nie nurkował z pontonu. Nikt się nie zgłasza - oznacza to, że niczego specjalnie nie trzeba tłumaczyć. Wszyscy wszystko wiedzą. Wypływamy. Siedmiu nurków plus prowadzący. Wiatr około trójki ? czwórki  fala momentami do  metra. Jesteśmy na miejscu. Pytanie wszyscy gotowi ? jest potwierdzenie.  Po skoku mamy spotkać się na powierzchni. No to skaczemy naraz, dwa, trzy. Lecę, przewrotka pod wodą, wychodzę na powierzchnię i nagle potężne uderzenie w głowę. Dno pontonu  - niemożliwe, przecież skakałem tyle razy. Raczej miało to odgłos  aluminiowej butli. Chwytam się za głowę, otwieram oczy, ponton jakieś dwa metry ode mnie, wokół koledzy, którzy niczego nie  zauważyli. Divemaster daje znak, że się zanurzamy. Zastanawiam się co robić ? Głowa boli okrutnie odrywam od niej dłoń. Krew spływa po dłoni, przedramieniu i czuję, że po twarzy. Krzyczę, że wracam na ponton i łódź. Dostaję zgodę, reszta grupy kontynuuje nurkowanie. Na łodzi nie ma środków medycznych aby opatrzyć tego typu ranę. Mam jednak dużo szczęścia - uczestnikami wyprawy są też lekarze.

Monika, lekarz i doświadczony nurek w jednej osobie jak zwykle zabrała ze sobą swoja apteczkę. Znajduje w niej igłę i nić chirurgiczną. Wódka dezynfekuje mi ranę. Z nurkowania wraca Paweł, chirurg. Ogląda uraz i definitywnie stwierdza, że rana wymaga oczyszczenia ze zmiażdżonej tkanki i zaszycia. Moje dalsze nurkowanie stoi  pod znakiem zapytania . Monika nie ma środków znieczulających. Szycie ma się odbyć ?na żywca?. Pod nosem klnę ?w żywy kamień? . Dlaczego mnie to spotkało?. Dlaczego mam zapłacić za cudzy, delikatnie mówiąc, brak wyobraźni?. Jakimś cudem znajduje się znieczulenie. Paweł ceruje skórę na mojej czaszce i zaleca abym odpuścił sobie nurkowanie na jakieś dwa dni. Chce aby rana się chociaż trochę zasklepiła. Ja nie odpuszczam. Aby odizolować ranę próbuję naciągnąć na głowę prezerwatywę. Jest kupa śmiechu, ale nie udaje mi się to. Ktoś znajduje w swoim sprzęcie bardzo szczelny kaptur z cienkiej gumy. Przy pomocy reklamówki naciągam go na głowę. Głowa nadal boli ale nurkuję. Kaptur i reklamówka umożliwiły
mi dalsze nurkowanie.
Nie chcę myśleć co by mnie czekało , gdyby nie lekarze na łodzi. Helikopter, szybka łódź ratownicza, czy powrót do najbliższego portu, a płynęliśmy już kilkanaście godzin. Rozmawiam z divemasterem ? Rambo?. Miły, szczery gość. Mówi, że domyślał się, że przynajmniej dwóch nurków z naszej grupy nigdy nie skakało z pontonu. Czynię uwagę, że w takich warunkach i sytuacji nurkowie na poszczególnych burtach powinni się wziąć pod ręce i trzymając automaty i maski wolnymi dłońmi skakać do wody; jeśli nawet któryś spóźniłby się, to pozostali ściągnęliby go do wody i nie miałby szans spaść komuś na głowę. Rambo stwierdził, że nie miał pojęcia o takiej metodzie. Pozostawiam to bez komentarza.
Bałem się myśleć o tym, co by było gdybym był uderzony zaworem, stopą butli czy klamrą pasa mocującego  butlę, a nie jej gładka częścią. Trochę później przyszedł czas na głębsze refleksje. Co by się stało, gdybyśmy nurkowali w trudniejszych warunkach i umówili się, że spotykamy się na przykład na siedmiu metrach. Załóżmy, że jestem prawidłowo wyważony (w bardzo trudnych warunkach  zwykle ?przeważaliśmy się?  aby bardzo szybko zejść na uzgodniona głębokość), kamizelka jest opróżniona z powietrza , mam jednak nową piankę z uszczelniaczami, trochę powietrza zostaje w kroku i pod pachami. Opóźnia to zanurzenie o jakąś chwilkę. W tej sytuacji obrywam w głowę i tracę przytomność. Po skoku jesteśmy rozrzuceni na kilkunastu metrach. Nurkujemy przy stromej ścianie. Pod nami stumetrowa toń. Gdzieś do dziesiątego metra nikt nie zwraca na mnie uwagi a później jest już za późno ... .
 Komentarze pozostawiam specjalistom. Jeżeli mogę, to tą drogą chciałbym jeszcze raz podziękować moim kolegom lekarzom, którzy mi pomogli i umożliwili mi dalsze nurkowanie. Apeluję też do wszystkich nurkujących medyków aby wzorem Moniki zabierali ze sobą przybory, które nie koniecznie muszą kojarzyć się z
klasycznymi wypadkami nurkowymi.
Mój klubowy kolega doświadczony instruktor mawia : pierwszy stopień nurkowy daje wiedzę jak przeżyć pod wodą ,do kontestowania życia pod wodą i naprawdę bezpiecznego nurkowania jeszcze daleka droga.

 
Darz nur

?Pogłębiarka?

Krzysztof Lebiedziński KDP ?Żaba? Białystok

 

Czytany 4795 razy Ostatnio zmieniany piątek, 08 listopad 2013 20:09

Artykuły powiązane

  • Niewiele brakowało - czyli DCS

    Upalny letni dzień nad Jeziorem Hańcza ? 7 lipca 2012r. Bezchmurne niebo, temperatura powietrza ok. 30°C, bezwietrznie. Po trzech dniach nurkowych ? po dwa nurkowania dziennie (max. 60m), na dzisiejsze przedpołudnie zaplanowaliśmy nurkowanie na 80m. Po grzecznie spędzonym wieczorze (bez nadużywania alkoholu) i 7-8 godz. snu o 9.00 spotkaliśmy się w bazie BananaDivers.

Banana Divers

Wydarzenia

Baltictech 2015

Baltictech 2015

Serdecznie zapraszamy na kolejną edycję Konferencji Nurkowej Baltictech, która odbędzie się w tym ro...

Informacje

Basen w każdy czwartek 19.30

Basen w każdy czwartek 19.30

Jak co roku zajęcia basenowe będą realizowane w każdy czwartek o godzinie 19.30Pierwsze spotkanie od...

Szkolimy

IDF
 
logo_kdp_cmas
 
logoPSAI
 
padi_logo
 
dan02
 

Newsletter

Bezpieczna Hańcza

 

Partnerzy

Partnerzy

SantiSafe WatherAmmoniteXdeep
JoomShaper